Moje prace są tym, co widzę, tym, jak żyję.
Płynę z prądem, powoli, z dnia na dzień.
Maluję staw, bo jest przy mnie, słyszę jego chlupotanie, widzę jak błyszczy, faluje, burzy się.
Maluję pola, które mnie otaczają, ich rytmy, zmienne faktury.
Maluję niebo i wodę, ten moment, kiedy niebo odbija się w wodzie, a woda w niebie.
To wszystko chwile, zawieszone gdzieś, poza czasem, tam, gdzie zawsze panuje spokój.
Tam, gdzie nas nie ma...
Zbieram je, układam, łączę ze sobą. Bawię się wspomnieniami.
Ważne, że jestem w moich pracach. Każda z nich to ułamek chwil spędzonych tu i teraz, kiedyś, gdy była mgła lub padał deszcz,
gdy było cicho, gdy kaczki na stawie rechotały szyderczo a karpie stawały dęba.
Mam to wszystko pod powiekami i w opuszkach palców gdy przenoszę wrażenia na szamotowe płyty, fragmenty mozaiki,
układanki, wsypuję do glinianych pudeł i zamykam.
Niech grzechoczą ...


